Londyn w 4 dni? Zwiedziłem stadion Chelsea i Wembley, złapałem złotą godzinę na szczycie The Shard, płynąłem Tamizą do Greenwich, jadłem najlepszą kaczkę i skrzydełka w życiu. Nie wydałem na to fortuny. Zobacz, jak to się stało!
Artykuł zawiera linki afiliacyjne. Klikając w nie i dokonując rezerwacji, nie płacisz więcej — otrzymuję małą prowizję, która pomaga utrzymać bloga.

Co zobaczyłem w Londynie w 4 dni: atrakcje dzień po dniu
To moja druga wizyta w Londynie jako turysta. Ostatnio byłem tam dwa lata temu, na dwa dni — udało nam się wtedy z rodziną odwiedzić kilka interesujących miejsc w stolicy Anglii. Tym razem przyleciałem na 4 dni, wiedząc z góry, że to i tak za mało czasu, żeby poznać największe atrakcje Londynu. Dlatego jeszcze przed wylotem poukładałem plan zwiedzania Londynu w 4 dni i kupiłem bilety na kilka atrakcji z wyprzedzeniem, żeby nie tracić czasu w kolejkach. Poniżej rozpisuję każdy dzień szczegółowo — z cenami i tym, co faktycznie było warte czasu.
Spis treści
- Co zobaczyłem w Londynie w 4 dni: atrakcje dzień po dniu
- Co trzeba załatwić przed wylotem do Anglii
- Internet w Londynie: eSIM zamiast roamingu — jak to wyszło w praktyce
- Dzień 1 — przylot ze Stansted i pierwszy spacer po Londynie
- Lot z Katowic i lądowanie w Stansted
- Jak dojechać z lotniska Stansted do centrum Londynu
- Liverpool Street — pierwsze wrażenie po przyjeździe
- Herd of Hope — wystawa rzeźb słoni przy Old Spitalfields Market
- Old Spitalfields Market — dlaczego zawróciliśmy
- The Window Cleaner — pomnik przy stacji Edgware Road
- Dzielnica Edgware Road — pierwsze wrażenie
- Taco Bell - czy to naprawdę meksykańska kuchnia?
- Comfort Inn Edgware Road — jak wypadł hotel w praktyce
- Little Venice — barki mieszkalne w sercu Londynu
- Dzień 2 — Stadiony Chelsea i Wembley oraz wieżowiec The Shard
- Zwiedzanie Chelsea FC — czy warto?
- Stadion Wembley bez biletu — co można zobaczyć z zewnątrz
- The View from The Shard wieczorem — opinia po wizycie
- Dzień 3 — London Eye i rejs Tamizą do Greenwich
- London Eye — wrażenia na żywo
- Jak zrobić najlepsze zdjęcia Big Bena?
- Rejs Tamizą Westminster – Greenwich — Czy naprawdę warto?
- Greenwich — Pepys Building i Discover Greenwich w deszczowy dzień
- Old Royal Naval College — czy warto płacić za wejście do Painted Hall
- Greenwich Market — street food i co warto zjeść
- Canary Wharf — druga dzielnica finansowa Londynu
- Ile kosztuje piwo w londyńskim pubie
- Dzień 4 — darmowe atrakcje i Camden Town
- Camden Market — lody, street food i atmosfera
- Autobusem z Camden na Trafalgar Square — przez City, trasą Hop-on Hop-off za grosze
- Meat Liquor — miejsce, do którego wracam przy każdej wizycie w Londynie
- Jedzenie w Londynie — gdzie jeść tanio i smacznie, a czego unikać
- Gdzie tanio zjeść w Londynie — moje sprawdzone miejsca
- Ile realnie wydałem na jedzenie w Londynie
- Transport TfL po Londynie — ile to realnie kosztuje dzień po dniu
- Dzienny cap w praktyce — jak działał każdego dnia
- Ile kosztował Londyn w 4 dni — pełne rozliczenie po powrocie
- Podsumowanie
- Co bym zmienił następnym razem
- Czy 4 dni wystarczą, żeby zobaczyć Londyn
- Najczęściej zadawane pytania o wyjazd do Londynu
- Galeria zdjęć z Londynu
- Zobacz film z wyjazdu do Londynu w 4 dni

Co trzeba załatwić przed wylotem do Anglii
Wielka Brytania nie jest już częścią Unii Europejskiej od ponad 6 lat, co w praktyce oznacza dwie sprawy, o które warto zadbać jeszcze przed wylotem — obie załatwisz w kilka minut z telefonu.
- ETA (Electronic Travel Authorisation) to elektroniczna zgoda na wjazd do UK — bez niej nie wpuszczą cię na pokład samolotu. Wniosek wypełnia się w kilka minut przez aplikację albo stronę gov.uk, a koszt to obecnie 20£ (~105 zł) (stan na kwiecień 2026 — sprawdź aktualną stawkę przed zakupem, bo Wielka Brytania podnosiła ją już dwa razy). Załatwiłem to z wyprzedzeniem, żeby mieć jedną rzecz mniej na głowie tuż przed wylotem — cały proces krok po kroku opisałem w Jak wyrobić ETA do Anglii.
- Roaming po brexicie potrafi zaskoczyć wysokim rachunkiem — polskie sieci nie mają już gwarantowanych stawek unijnych na Wyspach. Sprawdziło mi się rozwiązanie z eSIM: kupujesz pakiet danych, zanim jeszcze wylądujesz, płacisz raz i masz internet od pierwszej minuty w Londynie, bez niespodzianek po powrocie. Jak to działa i ile realnie zapłaciłem, piszę niżej.

Internet w Londynie: eSIM zamiast roamingu — jak to wyszło w praktyce
Zanim wylądowałem w Stansted, internet miałem już załatwiony — zero szukania salonu z SIM-kartą, zero kolejki i rozmowy z konsultantem tuż po przylocie. Kupiłem eSIM u microesim.com — plan 5 dni, 2 GB dziennie za ok. $5 USD (~21 zł), z kodem Odkrywaj dającym 10% taniej na pierwsze zamówienie. Zainstalowałem go jeszcze w Polsce, a uruchomiłem dopiero po lądowaniu w UK — to jedyny szczegół, o którym trzeba pamiętać: licznik pakietu startuje od pierwszego połączenia z siecią, nie od samej instalacji.
Pełną specyfikację pakietu (sieci, hotspot, wymagania co do telefonu) i sam proces zakupu krok po kroku opisałem w artykule Londyn w 4 dni — plan i przygotowania — tam też znajdziesz FAQ o eSIM w UK.

Dzień 1 — przylot ze Stansted i pierwszy spacer po Londynie
Dzień 1 to w praktyce dojazd, zakwaterowanie i pierwszy kontakt z miastem. Trochę odwykłem od zgiełku tego miasta, od jego rytmu i sposobu poruszania się po nim. Chwilę trwało, zanim przypomniałem sobie, jak korzystać z metra, że ruch jest lewostronny, że można przechodzić na czerwonym, dopóki samochody nie ruszą, i że żółte kule przy przejściu dla pieszych oznaczają pierwszeństwo przechodniów.

Lot z Katowic i lądowanie w Stansted
Wylot do Londynu miałem z Lotniska Katowice Pyrzowice około godziny 9:50. Bilety na lot kupiłem znacznie wcześniej, bo jakieś pół roku przed wyjazdem, w cenie 171 zł/osobę. Po godzinie 11 czasu miejscowego byliśmy już na lotnisku Stansted. Szybka kanapka w WHSmith za 5£ (~26 zł) na osobę i ruszamy do autokaru, który zawiezie nas na Liverpool Street w Londynie.

Jak dojechać z lotniska Stansted do centrum Londynu
Bilet na Flibco kupiłem miesiąc przed wylotem za 8£ (~42 zł) od osoby — jeśli kupisz go w dniu przylotu, będzie cię kosztował już 15£ (~79 zł), więc przedpłacenie się opłaciło. W praktyce najbardziej doceniłem brak przypisanej godziny odjazdu: po długim locie i kontroli paszportowej wsiadłem w najbliższy wolny kurs, bez pilnowania zegarka. Autokar okazał się wygodny — ładowarki USB przy siedzeniach i toaleta na pokładzie — a cała trasa do Liverpool Street zajęła około półtorej godziny.
Dla porównania: Stansted Express dojeżdża szybciej, w 40 minut, ale bilet zaczyna się od 22£ (~116 zł) — prawie trzy razy drożej niż mój autokar. National Express, druga opcja autobusowa, jedzie podobnie długo co Flibco, ale kosztuje więcej (18£, ~95 zł). Przy różnicy rzędu kilkudziesięciu złotych na osobę wolniejszy, ale tańszy autokar był dla mnie oczywistym wyborem.

Liverpool Street — pierwsze wrażenie po przyjeździe
Po przyjeździe w to miejsce byłem bardzo zdziwiony i zaskoczony. Ostatnim razem, jak tu byłem, dominowała typowa niska zabudowa miejska Londynu, plus kilka biurowców. Aktualnie wszędzie piętrzą się biurowce i apartamentowce. Ta miejska dżungla robi wrażenie. Spacerujemy, podziwiając przeplatanie się starej wiktoriańskiej zabudowy z nowoczesnym stylem ze szkła i stali.

Herd of Hope — wystawa rzeźb słoni przy Old Spitalfields Market
Spacerując uliczkami w bliskiej odległości Liverpool Street, trafiamy na piękną rzeźbę słonia — jest naprawdę piękna, idealnie oddaje proporcje zwierzęcia i fakturę jego skóry. Po paru metrach kolejny, a za chwilę słonica z młodym.
Zaintrygowało mnie to na tyle, że sprawdziłem, skąd się tu wzięły. To Herd of Hope — plenerowa wystawa 21 spiżowych rzeźb słoni w naturalnej wielkości, rozstawionych po Old Spitalfields Market, kilka minut piechotą od Liverpool Street. Stado prowadzi matriarchini z niebieskimi kłami — symbolizującymi problem kłusownictwa — a za nią idzie dwadzieścia mniejszych słoni. Każdy z nich przedstawia prawdziwego osieroconego słonia, który trafił pod opiekę Sheldrick Wildlife Trust po ataku kłusowników, konflikcie z ludźmi albo klęsce żywiołowej.

Kto zrobił rzeźby słoni i jak długo można je jeszcze zobaczyć
Rzeźby wykonał duet artystów Gillie i Marc, znany na całym świecie z brązowych rzeźb zwierząt w naturalnej skali. Przy każdym słoniu jest jego imię i kod QR — skanujesz i oglądasz nagranie z jego ratunku, a jeśli chcesz, możesz też wesprzeć dalszą rehabilitację. Wstęp na wystawę jest bezpłatny, można też zapisać się na darmowe oprowadzanie z opowieściami o poszczególnych zwierzętach.
Wystawa gości w Spitalfields od czerwca do sierpnia 2026 — trafiłem więc na nią dokładnie w trakcie mojego pobytu, czystym zbiegiem okoliczności. Same rzeźby stoją na Brushfield Street, tuż przy Bishops Square i zachodnim wejściu do Old Spitalfields Market

Old Spitalfields Market — dlaczego zawróciliśmy
Śladami słoni trafiamy na Old Spitalfields Market — sporą, zadaszoną halę targową w wiktoriańskiej konstrukcji z żeliwa i szkła, pełną straganów z jedzeniem i modą. Robimy krótki rekonesans między stoiskami, ale szybko dochodzimy do wniosku, że to zły moment: trwa przerwa obiadowa, a z okolicznych wieżowców wylewają się tłumy pracowników szukających lunchu albo kawy. Z plecakami na plecach przeciskanie się przez taki tłok nie ma sensu — zmieniamy plan i jedziemy do hotelu, zostawić bagaże.

The Window Cleaner — pomnik przy stacji Edgware Road
Wsiadamy do metra i jedziemy do hotelu — najbliższa stacja to Edgware Road. Ta stacja, podobnie jak Liverpool Street, znajduje się w strefie 1, więc przejazd kosztuje ok. 3£ (~16 zł) od osoby (poza godzinami szczytu).
Jeśli wysiądziesz na Circle Line i wyjdziesz ze stacji Edgware Road, na pewno trafisz na kolejny osobliwy pomnik. Facet z drabiną — najpierw skojarzyło mi się to z budowlańcem, a prawda jest taka, że to pomnik osoby myjącej okna. The Window Cleaner to trzymetrowy brązowy posąg autorstwa Allana Sly'a, stojący tu od 1990 roku. Przedstawia robotnika z zaskakująco małą drabiną, drapiącego się po głowie — jakby dopiero teraz zorientował się, że oszklonego Capital House górującego nad stacją nie da się umyć takim sprzętem. Ten żartobliwy kontrast między ogromną szklaną fasadą a miniaturową drabiną to cały pomysł na tę rzeźbę — zamawiającym zależało na przewrotnym, ironicznym charakterze dzieła.

Dzielnica Edgware Road — pierwsze wrażenie
Idziemy do hotelu główną ulicą — mijamy sklepy, puby i restauracje. Szybko rzuca się w oczy, że moda na wszystko "dubajskie" dotarła i tutaj: co chwilę widać sklep albo knajpę z tym słowem w nazwie albo na szyldzie. Edgware Road od lat kojarzy się w Londynie z bliskowschodnią społecznością — knajpki z shishą, kawiarnie, sklepy z orientalnymi słodyczami — więc "dubajskie" nazewnictwo pasuje tu bardziej niż gdziekolwiek indziej w mieście.

Taco Bell - czy to naprawdę meksykańska kuchnia?
Depcząc do hotelu, za namową syna wchodzimy do Taco Bell na obiad. Taco Bell to sieć fastfoodów serwujących dania w stylu kuchni meksykańskiej. Zamawiamy taco, burrito i churros plus napoje, płacimy około 12£ (~63 zł) na osobę. Dostajemy coś, co udaje meksykańskie dania. Generalnie wielka porażka i radzę wam to miejsce omijać.
Pytanie: "Czy w ogóle powinniśmy nazywać to kuchnią meksykańską, czy to obraza dla prawdziwej kuchni z Meksyku? Dajcie znać w komentarzu."

Comfort Inn Edgware Road — jak wypadł hotel w praktyce
Zameldowanie i pierwsze wrażenie
Po około 650 metrach docieramy do naszego hotelu — Comfort Inn przy Edgware Road. O mały włos byśmy go przeoczyli. Witryna z lustrzaną szybą wygląda, jakby w środku nic nie było — dopiero wejście odsłania wąski korytarzyk z mikroskopijną recepcją. Miły pan z obsługi wręcza nam kartę magnetyczną po zameldowaniu, a my ruszamy na pierwsze piętro, pętając się po wąskich i krętych korytarzach, zanim w końcu trafiamy na swój pokój.

Czy pokój jest wygodny?
Sam pokój nie jest duży: jedno duże łóżko, jedno jednoosobowe, stolik z krzesłem, trzy szafki nocne, wnęka z wieszakami, sejf i drzwi do łazienki. Niewiele, ale dokładnie tyle, ile potrzeba, kiedy przyjeżdża się zwiedzać, a nie siedzieć w pokoju. Wszystko jest bardzo czyste — można powiedzieć, że lśni nowością — a łazienka, choć niewielka, jest biała, pachnąca i czysta. Rano zadowolenie nie mija: łóżka są wyjątkowo wygodne. Pokoje mają klimatyzację, a sprzątanie jest codzienne — kto woli spokój, wystarczy, że powiesi zawieszkę na klamce. Jedyny mankament to mleczna szyba w oknie: plus, że nikt nie zajrzy do środka, minus, że z pokoju nie widać, jaka jest pogoda.

Śniadanie w Comfort Inn
Z jadalnią nie było już tak wesoło jak z sypialnią. Śniadanie dokupiliśmy osobno za 10£ (~53 zł) od osoby — bardzo skromna oferta: kawa, herbata, soki, jeden rodzaj wędliny i sera, jajka na twardo, pieczywo, tosty i maszynka do naleśników, która serwuje małe, niedopieczone placki. To było pierwsze i ostatnie śniadanie wykupione w tym hotelu.

Czy warto nocować w Comfort Inn?
Podsumowując: w tej cenie za osobę nie spodziewałem się aż tak przyzwoitego hotelu. To nie Grand Hotel, ale jako baza wypadowa i na noclegi sprawdza się świetnie — blisko metra, w samym centrum Londynu. Czego chcieć więcej?
Jeśli szukasz podobnie dobrze zlokalizowanego noclegu, sprawdź aktualne ceny i dostępność:
Little Venice — barki mieszkalne w sercu Londynu
Po odrobinie odpoczynku wyruszam na krótki spacer po okolicy z aparatem w ręku, bez konkretnego celu — po prostu włóczę się uliczkami i łapię w kadrze wiktoriańską architekturę tej części Londynu. W pewnym momencie trafiam na Little Venice — miejsce w dzielnicy Paddington, gdzie spotykają się Grand Union Canal i Regent's Canal, tworząc malowniczy basen wodny otoczony zielenią i rzędem mieszkalnych barek. Wygląda to bajkowo, wręcz jak inny świat, o krok od zgiełku centrum. Właśnie za to uwielbiam włóczyć się pieszo z aparatem — żeby odkrywać takie ukryte skarby.

Dzień 2 — Stadiony Chelsea i Wembley oraz wieżowiec The Shard
Drugi dzień okazał się najbardziej intensywny pod względem logistyki — trasa prowadziła przez cztery strefy TfL: od stadionu Chelsea, przez Wembley, aż po The Shard w centrum. Więcej stref w ciągu dnia oznacza wyższy dzienny limit (cap) na przejazdy, ale przy tak napakowanym planie i tak się to opłacało.

Zwiedzanie Chelsea FC — czy warto?
Pierwszy punkt w planie dnia to zwiedzenie stadionu Chelsea FC. Umyślnie nie piszę Chelsea Londyn, bo chyba żaden klub piłkarski, który jest w Londynie, nie ma w nazwie London. Kluby identyfikują się bardziej ze swoimi dzielnicami niż z całą metropolią.
Chcesz zobaczyć to na własne oczy? Sprawdź aktualne terminy i ceny zwiedzania stadionu:
Docieramy na Stamford Bridge w dzielnicy Fulham. Najbliższa stacja to Fulham Broadway. Po dotarciu na właściwe miejsce zauważam trochę ciężkiego sprzętu budowlanego, pierwsza myśl — pewnie są jakieś modernizacje.
Wchodzimy do recepcji wycieczek po stadionie, po potwierdzeniu rezerwacji, każdy z uczestników otrzymuje smyczkę klubową. Oczekując na swoją godzinę tour w poczekalni możesz popatrzeć na kilka historycznych strojów Chelsea FC, zrobić sobie zdjęcie na tle największych trofeów zdobytych przez Chelsea.

Co zobaczysz podczas zwiedzania stadionu Chelsea
O określonej godzinie przychodzi przewodnik i zaprasza na zwiedzanie stadionu, wchodzimy na trybunę ze stanowiskami dla prasy. I szok, i niedowierzanie!!!! Nie ma murawy, jest tylko kilka sztuk ciężkiego sprzętu budowlanego. Okazuje się, że podczas przerwy między sezonami prowadzona jest wymiana murawy. Tak się dzieje na wszystkich stadionach w Anglii, oczywiście jak pozwala na to budżet.
Zwiedzając stadion odwiedzamy takie miejsca jak:
- Trybuna dla prasy
- Szatnie
- Pressroom
- Ławki rezerwowych
- Trybunę The Shed End

Muzeum Chelsea FC — zobacz trofea i historię klubu
Ostatnim punktem zwiedzania jest Muzeum Chelsea FC, gdzie można się zapoznać z przebogatą historią klubu, zobaczyć wszystkie zdobyte trofea łącznie z pucharem Champions League, dawne koszulki meczowe i obuwie oraz wiele innych ciekawych eksponatów. Robi wrażenie, ile miejsca zajmuje sam Puchar Ligi Mistrzów obok pozostałych trofeów — dla kibica to prawdziwa gratka, ale nawet jeśli nie kibicujesz Chelsea, to kawałek historii angielskiego futbolu, który warto zobaczyć na własne oczy.

Chelsea FC Megastore — ile kosztują pamiątki klubowe
Każdy klub ma swój sklep z pamiątkami. Chelsea też ma!! Chelsea Megastore ma około 1 160 m² powierzchni. Dla porównania – przeciętna Biedronka ma około 700 m². Oznacza to, że oficjalny sklep Chelsea jest mniej więcej o 66% większy od typowego sklepu Biedronki. Na dwóch kondygnacjach znajdują się tu tysiące produktów. Koszulki meczowe kupicie w cenie od 50£ (~263 zł), szalik klubowy za 20£ (~105 zł).
W wielu miejscach w Anglii nie zapłacicie gotówką, tylko kartą - jak zobaczycie gdzieś przy wejściu napis "cashless" to tam nie przyjmują gotówki!
Pytanie: "Odmowa przyjęcia gotówki to zwykłe okradanie klienta z wyboru, czy w pełni uzasadniona wygoda sprzedawcy? Powiedzcie, po czyjej jesteście stronie."

Stadion Wembley bez biletu — co można zobaczyć z zewnątrz
Mamy dość dużą dziurę czasową przed następnym punktem dnia, postanawiamy odwiedzić jeszcze jeden stadion — legendarny Wembley. Niestety w tym dniu nie można go zwiedzać, bo wieczorem ma być jakaś impreza, dlatego tylko spacerujemy wokół niego. Trochę szkoda, bo liczyłem na wejście do środka, ale sam spacer wokół stadionu i tak okazał się wart czasu.

Jak wygląda spacer wokół stadionu Wembley
Wychodząc ze stacji metra "Wembley Park", z daleka już widać ikoniczny łuk stadionu Wembley. Na stadion prowadzi dość spory deptak, wzdłuż którego powstała masa hoteli i apartamentowców. Dochodzimy do schodów wiodących na arenę — widok stadionu z tej perspektywy wyolbrzymia jego i tak wielką sylwetkę.
Idąc wokół stadionu, trafiamy na dwa pomniki:
- Pomnik Bobby Moore — to zdecydowanie najbardziej znany pomnik przy Wembley.
- Pomnik legend rugby — upamiętnia pięciu wybitnych zawodników rugby league.
Ten 90-tysięczny stadion robi wrażenie z daleka, ale dopiero z bliska, przy podstawach ogromnego stalowego łuku, który dominuje nad całą konstrukcją, czuć jego prawdziwy ogrom. Jeśli jesteś fanem sportu albo lubisz nowoczesną architekturę, godzinny spacer wokół stadionu Wembley da ci sporo satysfakcji.

The View from The Shard wieczorem — opinia po wizycie
Zbliża się już wieczór, ruszamy w kierunku najwyższego budynku w Anglii. The Shard, bo o nim mowa, to 310-metrowy wieżowiec w Londynie i jeden z najwyższych budynków w Europie Zachodniej. Został ukończony w 2012 roku i zaprojektowany przez architekta Renzo Piano. Ma 72 piętra, w których mieszczą się biura, hotel oraz restauracje. Na górnych poziomach znajduje się taras widokowy z panoramą Londynu sięgającą kilkudziesięciu kilometrów w dobrą pogodę.
Planujesz własną złotą godzinę na szczycie Shardu? Sprawdź dostępne terminy i ceny:

Kontrola bezpieczeństwa i przejażdżka windami
Jeśli kiedyś się tu wybierzecie, to po sprawdzeniu biletów czeka was kontrola bezpieczeństwa bardziej restrykcyjna niż na lotnisku. Musieliśmy oddać do depozytu kijek do selfie i podstawę do gimbala. Następnie czeka cię obowiązkowa sesja zdjęciowa. No i przejażdżka windami, która już sama w sobie jest atrakcją — winda mknie z prędkością około 24 km/h, czyli jakieś 2 piętra na sekundę, a na 33 piętrze trzeba się przesiąść do kolejnej windy, która zawiezie was na 68 piętro.

Ile widać z tarasu na 70 piętrze The Shard
Taras widokowy znajduje się na 70 piętrze — tę różnicę trzeba pokonać schodami, ale wysiłek rekompensują przepiękne widoki panoramy Londynu; przy dobrej pogodzie widoczność sięga aż 60 km. Taras jest oszklony, dzięki czemu nie odczuwamy wiatru, który na tej wysokości na pewno nieźle hula. Widoki są naprawdę niesamowite, warte wydania tych kilku funtów.
Przed rezerwacją biletu na dany dzień sprawdź, kiedy jest złota godzina, i na ten czas rezerwuj wjazd na górę — dzięki temu będziesz miał piękne, ciepłe światło oświetlające Londyn, oczywiście jeśli słońce nie będzie za chmurami.
Ile kosztuje wjazd na The Shard i czy warto zapłacić
Na wjazd wybrałem się celowo wieczorem, właśnie na złotą godzinę — i to był strzał w dziesiątkę, światło robiło robotę. Bilet kosztował mnie około 84 zł od osoby, a naszą wizytę na dachu Londynu rozciągnęliśmy do około godziny. Na bilecie widnieje limit czasu wynoszący właśnie godzinę, ale w praktyce nikt tego nie pilnuje — możesz zostać tak długo, jak chcesz. Sama godzina w zupełności wystarcza, żeby nacieszyć oczy widokiem, zrobić mnóstwo zapierających dech w piersiach zdjęć, a nawet starczy czasu na kawę albo drinka w skybarze. Biorąc pod uwagę to, czego się doświadcza, patrząc na Londyn z lotu ptaka, uważam tę cenę za w pełni uczciwą.

Za co nie warto płacić na The Shard
Wycieczkę kończymy w sklepie z pamiątkami, gdzie możemy kupić zdjęcia zrobione nam wcześniej — na wejściu, na zielonym tle (greenscreen), później „doklejone" do panoramy Londynu. Ceny są równie wysokie jak sam Shard: pojedyncza fotografia to 20£ (~105 zł), pakiet trzech zdjęć — 30£ (~158 zł), a albumik z naszymi pięcioma zdjęciami — aż 50£ (~263 zł). Jeśli macie choć odrobinę wprawy w obróbce zdjęć, ten sam efekt zrobicie sobie sami za darmo — wystarczy dobre zdjęcie na zielonym tle i chwila w dowolnym programie do fotomontażu.
Jeśli sam nie dasz rady zrobić fotomontażu, mogę zrobić to za Ciebie — 10 zł od zdjęcia. Napisz do mnie przez stronę kontaktową.

Dzień 3 — London Eye i rejs Tamizą do Greenwich
Niestety w ten dzień dopadło nas „słoneczne brytyjskie lato” — czyli niebo zasnute gęsto chmurami, z mrzawką sączącą się prawie cały czas. Nas to nie zniechęca, bo większość dzisiejszych atrakcji jest „zadaszonych” — od rejsu Tamizą, przez Old Royal Naval College, po Greenwich Market pod szklanym dachem. Londyn w deszczowy dzień wcale nie musi oznaczać zmarnowanego dnia zwiedzania — trzeba tylko wiedzieć, co robić w Londynie, kiedy pada, i wybierać atrakcje niezależne od pogody.

London Eye — wrażenia na żywo
Tym razem zrezygnowałem ze skorzystania z jednej z największych atrakcji Londynu — już raz się nią przejechałem podczas poprzedniej wizyty, więc postawiłem na coś nowego zamiast powtórki. Jeśli jednak jedziesz do Londynu po raz pierwszy, London Eye to wciąż jeden z tych punktów programu, które warto odhaczyć. Swoje wrażenia z przejazdu — w tym ile trwa kolejka i czy warto płacić za bilet — opisałem szczegółowo w artykule London Eye: Czy warto wjechać na słynne Oko Londynu?
Chcesz zarezerwować bilet z gwarancją wejścia bez kolejki? Sprawdź ceny i dostępne terminy:

Jak zrobić najlepsze zdjęcia Big Bena?
Gdy reszta mojej ekipy wznosiła się ku górze, ja poszedłem w kierunku mostu Westminster — nie wchodziłem na niego, tylko wszedłem w tunel pod nim, na którego końcu jest jedno z miejsc, gdzie możecie zrobić najfajniejsze zdjęcia Big Bena. Łukowate ściany tunelu tworzą piękną ramę wokół wieży, co pięknie wygląda na zdjęciach. Ustawia się tam spora kolejka turystów czekających na te piękne ujęcia. Cierpliwość się jednak opłaca, bo efekt na zdjęciu robi większe wrażenie niż klasyczne ujęcie z mostu.
Rejs Tamizą Westminster – Greenwich — Czy naprawdę warto?
Naprzeciwko London Eye znajduje się przystań Westminster (Westminster Pier), skąd rozpoczynamy nasz rejs w kierunku Greenwich. Rejs trwa ponad godzinę, po drodze cumujemy jeszcze do przystani London Bridge.
Powiem wam, że się nie spodziewałem, że rejs będzie mi się tak podobał, jeśli już pływałem wycieczkowcami, to po jeziorach lub Bałtyku, więc jak sami pewnie wiecie, wielkiej ekscytacji tam nie było. Co innego rejs przez centrum miasta, gdy widzisz te same budynki i miejsca z innej perspektywy, a do tego okazuje się, że Tamiza jest tak samo ruchliwa jak londyńskie ulice.
Masz ochotę na ten sam rejs? Sprawdź ceny i dostępne godziny odpłynięcia:

Greenwich — Pepys Building i Discover Greenwich w deszczowy dzień
Przypłynęliśmy do Greenwich, niestety ciągle pada, szukamy schronienia w Pepys Building, w którym mieści się Visitor Centre (Centrum Turystyczne) i muzeum Discover Greenwich, czyli interaktywna wystawa poświęcona ewolucji tego miejsca na przestrzeni wieków. Jest tu też kawiarnia a raczej punkt kawowy, bo oferują tylko kawę, jakiś lichy sernik i chipsy. Na szczęście kawa smaczna i idealna na pokrzepienie się w ten deszczowy dzień. (To miejsce też jest cashless)

Dziedziniec i cztery symetryczne budynki
Budynki robią niesamowite wrażenie swoją monumentalnością, architektoniczną symetrią i przestrzenią. Uwielbiam to miejsce, od zawsze mnie zachwycało. Po jednej stronie dziedzińca stoi King William Building, po drugiej Queen Mary Building z kaplicą pw. św. Piotra i Pawła, a całość dopełniają King Charles Building i Queen Anne Building, tworzące razem symetryczny układ czterech dworów otwartych w stronę Tamizy. Trzeba jednak dodać łyżkę dziegciu — mimo całego przepychu, elewacje w wielu miejscach są zniszczone i popękane. Biorąc pod uwagę, jak ogromnym dziedzictwem historycznym jest ten kompleks, w Polsce takie zaniedbanie po prostu nie byłoby możliwe.

King William Building i Ripley Tunnel do Queen Mary Building
Wchodzimy do King William Building, jednego z czterech gmachów kompleksu. Stąd, zamiast wracać na dziedziniec, wybieramy podziemny Ripley Tunnel – niegdyś nazywany „Chalk Walk” – zbudowany, by personel i pensjonariusze szpitala mogli łatwiej przemieszczać się między budynkami. Tunel prowadzi prosto do Queen Mary Building, po drugiej stronie dziedzińca.

Kaplica pw. św. Piotra i Pawła
W Queen Mary Building zatrzymujemy się w Kaplicy pw. św. Piotra i Pawła. Pierwotna kaplica, zbudowana w latach 1696–1712 według projektu Wrena, spłonęła w pożarze w 1779 roku. Odbudował ją James „Athenian” Stuart w stylu neoklasycystycznym, tworząc jedno z najpiękniejszych wnętrz tego typu w Wielkiej Brytanii – z eleganckimi kolumnami, bogato zdobionym sklepieniem i morską tematyką dekoracji. Nad ołtarzem wisi monumentalny obraz Benjamina Westa przedstawiający cudowne ocalenie św. Pawła po ukąszeniu przez żmiję na Malcie, a przy zachodniej ścianie stoją organy Samuela Greena z 1789 roku – jeden z największych zachowanych instrumentów tego budowniczego, wciąż na swoim pierwotnym miejscu.

Painted Hall — malowidło Thornhilla i bilet za 19£ (~100 zł)
Wracamy do King William Building, gdzie mieści się słynna Painted Hall, nazywana „brytyjską Kaplicą Sykstyńską” za sprawą ogromnego malowidła sufitowego Jamesa Thornhilla. Byłem tu już kilkanaście lat temu, kiedy zwiedzanie było jeszcze bezpłatne, i to malowidło zapadło mi w pamięć na długo. Tym razem okazało się jednak, że od kilku lat wejście do Painted Hall jest płatne i to dość sporo, bo bilet wstępu kosztuje aż 19£ (~100 zł) dla dorosłych (dzieci do 16 lat wchodzą za darmo, studenci i weterani płacą 9,50£ (~50 zł)). Mimo tej ceny naprawdę warto — malowidło robi ogromne wrażenie, a jeśli tego typu sztuka Cię kręci, wyjdziesz stąd zachwycony.

Greenwich Market — street food i co warto zjeść
Nastała pora obiadowa, kierujemy się w kierunku Greenwich Market. W tym miejscu handlowano już od XIV wieku. Greenwich Market pod swoim charakterystycznym szklanym dachem słynie ze swojej oferty antyków, staroci i rękodzieła, ale głównie z międzynarodowego street foodu. Są tu kuchnie meksykańska, argentyńska, koreańska, włoska i wiele innych.
- Sok z arbuza – 5£ (~26 zł). Przepyszny, orzeźwiający.
- Pieczona kaczka z makaronem – 10£ (~53 zł). Tak pysznej kaczki jeszcze nie jadłem.
- Zupa z pieczonej kaczki z makaronem – 15£ (~79 zł). Porcja tak duża, że w zupełności wystarczy jako samodzielne danie.

Canary Wharf — druga dzielnica finansowa Londynu
Wsiadamy do DLR (Docklands Light Railway) i jedziemy do Canary Wharf – dawnego nabrzeża West India Docks, w XIX wieku najruchliwszego portu świata, który nazwę zawdzięcza handlowi owocami z Wysp Kanaryjskich. Po kontenerowej rewolucji doki zamknięto w 1980 roku, a od 1988 roku, dzięki inwestycji Olympia & York, wyrosła tu druga dzielnica finansowa Londynu. Jej symbolem jest One Canada Square z 1991 roku – 235-metrowy wieżowiec z piramidalnym dachem, wówczas najwyższy budynek w UK. Dziś sześć z dziesięciu najwyższych budynków kraju stoi właśnie tutaj, a JPMorgan szykuje kolejnego rekordzistę – wieżę o wysokości 265 metrów.
Pod wieżowcami kryje się podziemne centrum handlowe: ponad 215 sklepów na pięciu połączonych pasażach, którymi można przejść pod ziemią między biurowcami. Canary Wharf ma też stację najnowszej linii metra, Elizabeth Line (otwartej w 2022 roku) – jedną z największych na trasie, z bezpośrednim połączeniem do Heathrow i Abbey Wood oraz przesiadką na Jubilee Line i DLR.

Ile kosztuje piwo w londyńskim pubie
Pogoda w dalszym ciągu barowa, to najwyższy czas, żeby wpaść na duże z pianką do jednego z londyńskich pubów. Kiedyś angielski pub kojarzył się z czymś znacznie lepszym niż nasze piwiarnie, obecnie to raczej jest na odwrót. Stare obdarte meble, klejący się stół, w toaletach króluje ściana płaczu albo rynna. Jedyne, co mi się bardziej podoba, to masywny, pięknie drewniany kontuar.
Guinness kosztował mnie około 7£ (~37 zł), był dobrze schłodzony z pyszną gęstą pianą utrzymującą się aż do samego końca.
Pytanie: "Zgadzacie się, że angielskie puby straciły swój dawny urok, czy to ja miałem pecha? Napiszcie, jak Wy to widzicie."

Dzień 4 — darmowe atrakcje i Camden Town
To już ostatni dzień naszego pobytu w stolicy Zjednoczonego Królestwa, zwalniamy tempo, porzucamy metro i ruszamy w trasę, korzystając tylko z autobusów. Wsiadamy do autobusu linii 27 i ruszamy w kierunku Camden Town. Trasa wiedzie przez Marylebone Road, mijając stację Baker Street, gdzie podziwiamy elegancką, stonowaną zabudowę Marylebone – szeregi georgiańskich kamienic z cegły i bieli, tak innych od zgiełku centrum, które zostawiliśmy za sobą. W pewnym momencie widzimy bardzo długą kolejkę ciągnącą się wzdłuż chodnika – okazuje się, że ten tłum czeka na wejście do Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds, jednej z najbardziej znanych atrakcji turystycznych Londynu, mieszczącej się właśnie przy Marylebone Road. Autobus jedzie dalej, przez Warren Street i Hampstead Road, aż w końcu dociera do Camden Town.

Camden Market — lody, street food i atmosfera
Wysiadamy z autobusu i od razu wchodzimy w zupełnie inny Londyn — Camden Market to miejsce, gdzie historia, kontrkultura i jedzenie z całego świata mieszają się w jednym, tętniącym życiem zakątku miasta.

Historia Camden Market — od bazarku do stołecznej legendy
Camden Town, a zwłaszcza Camden Market, to kolejne ikoniczne miejsce w Londynie – i zupełnie inny klimat niż eleganckie Marylebone, które właśnie opuściliśmy. Market narodził się 30 marca 1974 roku jako niewielki bazarek z rękodziełem przy Camden Lock, czyli śluzie na Regent's Canal, i błyskawicznie rozrósł się w rozległy kompleks straganów i sklepików. Jego sercem jest dziś Stables Market, mieszczący się w dawnych stajniach firmy Pickfords – zabytkowym, wiktoriańskim kompleksie wpisanym na listę Grade II, gdzie niegdyś trzymano konie ciągnące barki i wozy transportowe wzdłuż kanału. To największy zachowany zespół wiktoriańskiej zabudowy przemysłowej w Londynie.

Camden jako kolebka kontrkultury
Od lat 70. i 80. Camden było też kolebką alternatywnej i kontrkulturowej sceny Londynu – tu grały The Clash i Sex Pistols, a market stał się punktem zbornym dla punków, gotów i kolejnych fal alternatywnej mody, co czuć w klimacie tego miejsca do dziś. Trzeba jednak przyznać, że to miejsce się zmienia — w coraz większej liczbie zakątków market komercjalizuje się, ustępując miejsca sieciowym budkom i turystycznym gadżetom. Buntowniczy duch lat 70. i 80. powoli się zaciera, choć wciąż da się go wyczuć, jeśli wiecie, gdzie szukać.

Sok pomarańczowy i pierwsze wrażenia na miejscu
Idąc główną ulicą Camden w kierunku bazaru, od razu czuć alternatywną atmosferę tej dzielnicy. Na fasadach sklepów wiszą przeogromne ozdoby symbolizujące asortyment, jakim się tu handluje. Dochodząc do marketu, polecam kupić świeżo wyciskany sok z pomarańczy — butelka 0,33 l kosztuje około 1£ (~5 zł) i jest przepyszny, zawsze jak tu jestem, nie mogę sobie go odmówić. Sam market to kolejne miejsce ze sklepikami i kramikami oferującymi rękodzieło, sztukę, ubiory, obuwie i oczywiście kuchnie z całego świata — wszystko z dużą dozą kultury alternatywnej.

Lody z owocami przy Camden Market
Wreszcie mocniej przygrzewa słońce i mamy ochotę na lody — w Camden ciężko o klasyczną lodziarnię, ale wracając z marketu trafiamy na niewielką budkę serwującą rozmaite smakołyki, między innymi lody z owocami. W ofercie mają różne owoce do wyboru, które lądują w sporym plastikowym kubku, a na wierzch trafiają włoskie lody w kilku smakach — za taką porcję trzeba zapłacić około 9£ (~47 zł).

Autobusem z Camden na Trafalgar Square — przez City, trasą Hop-on Hop-off za grosze
Z Camden do Liverpool Street jedziemy zwykłą linią 214. Stamtąd przesiadamy się na linię 26, która jedzie przez serce City, dokładnie tą samą trasą co turystyczne autobusy Hop-on Hop-off, aż w okolice Trafalgar Square — tyle że w cenie zwykłego biletu.

Linia 214 — z Camden do Liverpool Street
Z Camden ruszamy w kierunku Liverpool Street, oczywiście autobusem – tym razem linią nr 214. Trasa wiedzie przez St Pancras i King's Cross, dalej przez Angel w Islington, aż po Old Street, gdzie za oknem robi się wyraźnie bardziej miejsko i korporacyjnie – to już przedpole City, londyńskiego centrum finansowego. Wysiadamy na Finsbury Square.

Linia 26 — trasa turystycznych autobusów w cenie zwykłego biletu
Kolejnym odcinkiem jest przejazd od Liverpool Street tą samą trasą, którą jeżdżą turystyczne autobusy typu Hop-on Hop-off – zwykły miejski autobus linii 26 jedzie dokładnie tędy, a kosztuje ułamek ceny wycieczkowca. Jeśli uda się jeszcze usiąść w pierwszym rzędzie na górze, macie przepiękne widoki na najważniejsze budynki w Londynie, takie jak:
- Bank i Royal Exchange – historyczne serce londyńskiego City, tuż obok Bank of England,
- Katedra św. Pawła – barokowa kopuła Christophera Wrena górująca nad Ludgate Hill,
- Royal Courts of Justice – neogotycki gmach sądów przy Strandzie,
- Trafalgar Square z Kolumną Nelsona i National Gallery w tle,
- Big Ben, Houses of Parliament i Westminster Abbey – widoczne z przystanku przy Parliament Square, tuż przed końcem trasy przy stacji Victoria.
Cała ta panorama najważniejszych zabytków miasta mija za oknem w niecałe pół godziny, a bilet kosztuje tyle co pojedynczy przejazd zwykłym autobusem – żadnych 40£ (~210 zł) za wycieczkowy piętrus.

Zmiana warty przy Horse Guards
Przegapiliśmy jeden przystanek i zamiast wysiąść na Trafalgar Square, wysiadamy koło Horse Guards. Okazuje się to zaskakująco trafną pomyłką – to właśnie tutaj, na dziedzińcu Horse Guards Parade, od czasów restauracji Karola II w 1660 roku odbywa się warta królewska, a sam budynek Horse Guards, zaprojektowany przez Williama Kenta, stoi tu od 1755 roku, na miejscu dawnego turniejowego dziedzińca (tiltyard) pałacu Whitehall, gdzie za czasów Henryka VIII organizowano turnieje rycerskie.
Pełna ceremonia zmiany warty (Changing the King's Life Guard) odbywa się w poniedziałki, środy i piątki o 11:00, a w pozostałe dni o tej samej porze ma miejsce skromniejsza inspekcja warty. Konnych strażników – na przemian z Pułku Life Guards w czerwonych mundurach i białych pióropuszach oraz Blues and Royals w niebieskich mundurach z czerwonymi pióropuszami – można oglądać na służbie codziennie od 10:00 do 16:00, gdy zmieniani są co godzinę.

Meat Liquor — miejsce, do którego wracam przy każdej wizycie w Londynie
To kolejne miejsce, które zawsze odwiedzam, będąc w Londynie. Meat Liquor, który znajduje się pod adresem 37-38 Margaret Street, London W1G 0JF (w pobliżu Oxford Street), to jedna z najlepszych burgerowni, w jakich jadłem — typowy bar w stylu amerykańskim, z burgerami, skrzydełkami, piwem i głośną muzyką.
- Buffalo wings – 8,95£ (~47 zł). Skrzydełka w sosie buffalo, rewelacja, nie da się tego opisać, musisz ich po prostu skosztować.
- Hot Dog Chicago style – 8,95£ (~47 zł). Hot dog w stylu chicagowskim, czyli podawany z polską grillowaną kiełbasą, słodkimi piklami, cebulką, pomidorami, selerem i musztardą.
- Cheese and onion fries – 8,75£ (~46 zł). Frytki zapiekane z serem i cebulką.
- Bacon burger – 14,5£ (~76 zł). 200 g brytyjskiej wołowiny w maślanej bułeczce z kawałkiem boczku, podany z serem, piklami, pomidorem i papryką. Burgery soczyste, wyśmienicie doprawione, jedne z najlepszych, jakie jadłem.

Jedzenie w Londynie — gdzie jeść tanio i smacznie, a czego unikać
Londyn uważany jest za jedno z najdroższych miast na świecie i zapewne jest to prawda. Jednak jeśli wiesz, gdzie się zaopatrywać, wyżywienie cię nie zrujnuje – supermarketowe „meal deale” w Tesco, Sainsbury's czy Boots (kanapka, napój i przekąska w jednym zestawie) kosztują zazwyczaj między 3,50£ (~18 zł) a 4,25£ (~22 zł), czyli mniej niż jedno piwo w pubie w centrum. Wystarczy więc omijać restauracje w turystycznych punktach i sklepy na rogu, a zamiast tego zaglądać do większych sieciówek typu Tesco, Sainsbury's czy Aldi, żeby zjeść tanio i sensownie nawet w najdroższej dzielnicy miasta. W te cztery dni jedliśmy w kilkunastu różnych miejscach — od sieciówek po lokalne markety — i, jak zobaczysz niżej, dało się to zmieścić w rozsądnym budżecie.

Gdzie tanio zjeść w Londynie — moje sprawdzone miejsca
Z własnego doświadczenia mogę polecić kilka sprawdzonych opcji, które przetestowałem podczas tych czterech dni — od supermarketów na szybkie śniadanie, przez miejsca na kawę i drobną przekąskę, po bazary i foodtrucki, gdzie najecie się, nie rujnując portfela. Poniżej rozpisuję, gdzie warto zaglądać, a czego lepiej unikać.

Śniadanie w Londynie bez przepłacania w hotelu
Wykupywanie śniadań w hotelu uważam za drogie i mało atrakcyjne — zwłaszcza w Comfort Inn na Edgware Road, w którym nocowałem. Lepiej znaleźć:
- Aldi/Lidl — znane nam niemieckie sieci. Ich oferta znacznie się różni od tej, którą znamy z Polski, ale można tam znaleźć coś znajomego z europejskich sklepów.
- Sainsbury's/ASDA/Tesco/M&S — duże sieci angielskie, droższe od niemieckich, czasem trudniej znaleźć coś znanego z naszych sklepów, zwłaszcza jeśli chodzi o wybór wędlin albo kiełbas.

Gdzie na szybką kawę i przekąskę w Londynie
- McDonald's, Starbucks, Caffè Nero i tym podobne — można się tam napić kawy i coś przekąsić, co zabije głód na 2-3 godziny.
- Greggs — moje ulubione miejsce na drobną przekąskę: przepyszne kanapki na bazie chrupiącej bagietki, kanapki trójkątne, a do tego dania gorące, takie jak panini czy tosty. Kawę też mają całkiem dobrą.

Sycące jedzenie za rozsądną cenę — bazary i foodtrucki
Jeśli chcecie zjeść dobre i smaczne dania i nie wydawać mnóstwa pieniędzy, musicie szukać lokalnych bazarów lub foodtrucków — tam naprawdę najecie się za 50 złotych i skosztujecie rzeczy, które ciężko spotkać w Polsce.
Jeśli będziecie poza strefą 1 i 2, możecie śmiało iść do jakiegoś kebabisza, kebab housu czy chicken shopu — też zjecie w miarę dobre jedzenie za niewiele większe pieniądze. Wybierajcie jednak miejsca dość mocno oblegane — wtedy jest większa szansa, że produkty są świeże.

Czego unikać, jedząc w Londynie
Odradzam korzystanie z wszelkiego rodzaju „corner shopów”, czyli sklepów na rogu — ich ceny są mało atrakcyjne, a ciężko tam znaleźć coś znajomego, co nam posmakuje. Na pewno odpuściłbym wszystkie kebaby i smażalnie kurczaka, w których nie ma ludzi — nie wiadomo, ile ten kurczak czeka na klienta. Podobnie knajpy i restauracje przy atrakcjach turystycznych — są nastawione na klienta okazjonalnego, który trafia tam raz i już nie wraca, więc ceny są wysokie, a wielkość porcji nieadekwatna. Nie polecam też Taco Bell — lubię kuchnię meksykańską, ale tej sieciówce bardzo daleko do prawdziwej kuchni meksykańskiej.

Ile realnie wydałem na jedzenie w Londynie
Moje wydatki na osobę kształtowały się mniej więcej tak:
- Śniadanie — w hotelu 10£ (~53 zł), co było nieporozumieniem; zakupy w Aldiku około 4£ (~21 zł)/osobę/dzień.
- Popołudniowa kawa z ciastem albo przekąską — około 7-9£ (~37-47 zł) na dzień.
- Obiad, obiadokolacja — w granicach 12£ (~63 zł)/osobę/dzień.
Najwięcej wydaliśmy w Meat Liquor — ponad 90£ (~473 zł), co dało około 150 złotych na osobę. Biorąc pod uwagę, że to restauracja w samym centrum Londynu, w pobliżu Oxford Street, nie uważam tego za wygórowaną cenę, a do tego jedzenie było warte swojej ceny. Przybliżone wydatki na jedzenie i picie zamknęły się w kwocie około 620 zł na osobę.

Transport TfL po Londynie — ile to realnie kosztuje dzień po dniu
Transport w Londynie ma swoje zasady, które warto znać, zanim wsiądziesz do pierwszego autobusu czy metra. Znajomość kilku prostych trików potrafi zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy podczas kilkudniowego pobytu. Poniżej piszę, jak w praktyce działa dzienny limit wydatków na przejazdy (tzw. cap), ile realnie wydaliśmy na transport dzień po dniu i kiedy w ogóle warto rozważyć Ubera zamiast autobusu.

Dzienny cap w praktyce — jak działał każdego dnia
Londyn ma rewelacyjny system transportu, obejmujący autobusy, tramwaje (tylko okolice Croydon), metro, pociągi oraz lekkie koleje DLR (tylko okolice Docklands). Nie należy do najtańszych, na szczęście jest coś takiego jak daily cap, czyli dzienny limit wydatków w danych strefach. Przejazd metrem w strefie 1 kosztuje 3£ (~16 zł) poza godzinami szczytu i 3,10£ (~16 zł) w godzinach szczytu – jeśli skorzystasz z metra 3 lub więcej razy w ciągu dnia, zostaniesz obciążony tylko kwotą 8,90£ (~47 zł), bo tyle wynosi dzienny limit dla strefy 1. Jeśli będziesz jeździł tylko autobusami, pojedynczy przejazd to 1,75£ (~9 zł), a daily cap wynosi zaledwie 5,25£ (~28 zł).
Cap nalicza się od pierwszego przejazdu danego dnia i przestaje pobierać opłaty, gdy tylko osiągniesz dzienny limit dla stref, w których się poruszasz — nie trzeba nic aktywować ręcznie, system po prostu przestaje cię obciążać po przekroczeniu progu. Im więcej stref odwiedzasz, tym wyższy jest limit:
- Strefy 1–2: 8,90£ (~47 zł)
- Strefy 1–3: 10,50£ (~55 zł)
- Strefy 1–4: 12,80£ (~67 zł)
- Strefy 1–5: 15,30£ (~80 zł)
- Strefy 1–6: 16,30£ (~86 zł)
Aby cap zadziałał, musisz w ciągu dnia używać ciągle jednej i tej samej metody, jeśli użyjesz przy pierwszym przejazdzie telefonu, już do końca dnia używaj tylko telefonu!
Nasze rzeczywiste koszty TfL dzień po dniu
Jak to wyglądało u nas w praktyce:
- Dzień 1: ~15 zł/os. (strefa 1, tylko jeden przejazd metrem)
- Dzień 2: ~63 zł/os. (strefy 1–4)
- Dzień 3: ~41 zł/os. (strefy 1–2)
- Dzień 4: ~76 zł/os. (strefy 1–5)
- Dzień powrotny: ~24 zł/os. (skorzystaliśmy też z Ubera)
Razem na transport miejski wydaliśmy około 219 zł na osobę przez cały pobyt — różnice między dniami wynikają głównie z tego, ile stref odwiedzaliśmy danego dnia.

Bus czy Uber — kiedy się opłaca zmienić środek transportu
Przez większość pobytu jeździliśmy metrem i/lub autobusami. Z Ubera skorzystaliśmy tylko raz — wtedy, gdy wcześnie rano musieliśmy dotrzeć na stację, żeby zdążyć na pociąg na lotnisko. O tej porze poleganie na autobusach czy metrze nie wchodziło w grę, więc mimo wyższej ceny (Uber ok. 4£, ~21 zł/os. wobec ok. 3£, ~16 zł/os. za bus) wygoda i pewność, że zdążymy na czas, były tego warte.

Ile kosztował Londyn w 4 dni — pełne rozliczenie po powrocie
Cały wyjazd, licząc na osobę, zamknął się w kwocie około 2700 zł — razem z lotami, noclegiem, transportem i atrakcjami. Same przeloty w obie strony (Ryanair i Wizz Air) kosztowały 375 zł, do tego doszło 105 zł za ETA (obowiązkowe od 8 kwietnia 2026 roku) oraz 872 zł za cztery noce w Comfort Inn Edgware Road, zarezerwowane ze zniżką Genius poziomu 3. Transfery lotniskowe — Stansted do centrum i z powrotem na Luton — to razem niespełna 80 zł, a koszt transportu miejskiego TfL przez cztery dni (metro, autobusy, nocny bus na Luton) wyniósł około 219 zł. Największą zmienną pozycją było jedzenie: cztery dni jedzenia i picia w jedenastu różnych miejscach — od Greggs i Taco Bell po pub i kawiarnie — kosztowały łącznie około 620 zł. Do tego doszły atrakcje: zwiedzanie stadionu Chelsea (105 zł), wjazd na The Shard (84 zł), London Eye 145 zł za osobę oraz rejs Tamizą z Westminsteru do Greenwich (75 zł), a internet w telefonie zapewniło eSIM za jedyne 21 zł.

Podsumowanie
Cztery dni w Londynie wystarczyły, żeby zobaczyć stadiony Chelsea i Wembley, złapać złotą godzinę na szczycie The Shard, przepłynąć Tamizą do Greenwich i zanurzyć się w alternatywnym klimacie Camden Town. Do tego doszły przypadkowe odkrycia, na które w ogóle nie planowałem trafić — słonie z wystawy Herd of Hope czy barki Little Venice. Cały wyjazd zamknął się w około 2700 zł na osobę — z lotami, noclegiem, transportem, atrakcjami i jedzeniem — i pokazał, że solidnie zaplanowany krótki wypad do Londynu wcale nie musi rujnować budżetu.

Co bym zmienił następnym razem
Szczerze mówiąc, ciężko mi wskazać dużo rzeczy, które zrobiłbym inaczej — hotel wyszedł tanio, loty też, mieliśmy zapewniony internet, na jedzeniu też nie przepłaciliśmy, a plan zwiedzania dobrze się poukładał. Ta wyprawa była po prostu solidnie zaplanowana i zrealizowana. Jedyna rzecz, którą bym zmienił, to ilość gotówki, którą ze sobą zabrałem — na pewno nie brałbym jej aż tyle, tylko postawił na kartę płatniczą z dobrym przelicznikiem, bo coraz więcej miejsc w Anglii przyjmuje płatności bezgotówkowe.
Pytanie: "A Wy? Zabieracie na wyjazd do UK więcej gotówki, czy stawiacie wyłącznie na kartę? Napiszcie w komentarzu poniżej!"

Czy 4 dni wystarczą, żeby zobaczyć Londyn
Szczerze? Nie. Cztery dni to i tak za mało, żeby zobaczyć wszystko, co Londyn ma do zaoferowania — ale to żaden problem, bo tego miasta nie da się „zaliczyć” w całości nawet po dziesiątej wizycie. Za każdym razem znajdzie się coś nowego: inna dzielnica, inna wystawa, inny kawałek historii, którego wcześniej nie zauważyłeś. Jeśli szukasz dodatkowych pomysłów na swój plan, zajrzyj też do Londyn w 2 dni — idealny plan na weekendowy wypad — znajdziesz tam inne miejsca, które równie dobrze zmieszczą się w dłuższym wypadzie. A jeśli chcesz zobaczyć cały proces planowania tego konkretnego wyjazdu — logistykę, ceny i przygotowania przed wylotem — zajrzyj do Londyn w 4 dni — plan i przygotowania.
Najczęściej zadawane pytania o wyjazd do Londynu
Czy warto zwiedzać stadion Chelsea FC?
Tak — zwiedzanie Stamford Bridge to solidna atrakcja nawet poza sezonem, kiedy na płycie boiska trwa wymiana murawy. W cenie biletu jest przejście przez trybunę prasową, szatnie, ławkę rezerwowych i muzeum klubowe z pucharami, w tym Ligą Mistrzów. Do tego można zajrzeć do ogromnego Chelsea Megastore, który wielkością bije przeciętną Biedronkę o około 66%.
Czy można zwiedzić Wembley bez zakupu biletu?
Da się zobaczyć stadion tylko z zewnątrz, bez wchodzenia do środka — spacer wokół Wembley, z pomnikami Bobby'ego Moore'a i legend rugby, zajmuje około godziny i jest bezpłatny. Zwiedzanie wnętrza wymaga osobnego biletu, a bywają dni, kiedy w ogóle nie jest możliwe, np. z powodu wieczornego wydarzenia na stadionie.
Ile kosztuje wjazd na The Shard i czy warto zapłacić?
Bilet na taras widokowy The Shard kosztował mnie około 84 zł od osoby. Na bilecie widnieje limit czasu wynoszący godzinę, ale w praktyce nikt tego nie pilnuje. Biorąc pod uwagę widok na Londyn z lotu ptaka, uważam tę cenę za w pełni uczciwą — zwłaszcza jeśli trafisz na złotą godzinę.
Czy wejście do Painted Hall w Greenwich jest płatne?
Tak, od kilku lat wstęp do Painted Hall w Old Royal Naval College jest płatny — bilet dla dorosłych kosztuje 19£ (~100 zł), studenci i weterani płacą 9,50£ (~50 zł), a dzieci do 16 lat wchodzą za darmo. Kilkanaście lat temu to samo miejsce było dostępne bezpłatnie.
Ile kosztuje jedzenie w Londynie przez kilka dni?
Cztery dni jedzenia i picia w Londynie kosztowały mnie około 620 zł na osobę — łącznie ze śniadaniami z supermarketu, kawą i przekąskami w ciągu dnia oraz obiadokolacjami, w tym jedną droższą kolacją w Meat Liquor za około 150 zł na osobę.
Czy 4 dni wystarczą, żeby zobaczyć Londyn?
Nie, cztery dni to wciąż za mało, żeby zobaczyć wszystko, co oferuje Londyn — ale to żaden problem, bo tego miasta nie da się „zaliczyć” w całości nawet po wielu wizytach. Za każdym razem znajdzie się coś nowego do odkrycia.
Galeria zdjęć z Londynu
Zobacz film z wyjazdu do Londynu w 4 dni
Zasubskrybuj kanał i kliknij dzwoneczek, aby być na bieżąco z nowymi filmami!